O tym co mnie wciągnęło i pochłonęło. Oraz o tym, przez co zupełnie nie dało się przebrnąć.
sobota, 14 kwietnia 2018

 100_7381

Zbrodnia nie popłaca.

Literatura posiłkowała się tym stwierdzeniem przez wieki i wydawać by się mogło, że temat jest już zgrany. Ale jednak pisarze po niego sięgają.

Tak jest i tym razem. Zaczyna się właśnie od zbrodni, a właściwie od narodzin zła. Zło pojawia się w głowie człowieka, który do tej pory był uczciwy, i kiełkuje z zawrotną szybkością. I skoro pojawiała się jedna zbrodnia to i muszą być kolejne. I kiedy wydaje się, że wszystko się uspokoiło, nikt i nic już nie zagraża zbrodniarzowi, jedno niewinne wydarzenie rozsypuje całe życie w drobny mak.

Jak się czyta? Trochę jak baśń, chwilami jak utwór sceniczny. Ale też bardzo często dialogi wydają się wyjęte wprost z książek Marii Rodziewiczówny.

Warto przeczytać. I chociaż w pewnym momencie wszystko wydaje się być jasne, książka potrafi zaskoczyć.

czwartek, 06 kwietnia 2017

Elżbieta Jackiewiczowa to nie tylko pisarka ale również pedagog. Publikowała również artykuły w czasopismach takich jak "Głos Nauczycielski", "Filipinka" i "Na przełaj". Była również konsultantką przy realizacji serialu "Wojna domowa".

Pierwsze wydanie tej książki to rok 1968, ale nie było to jedyne wydanie. Ja posiadam to z 1973 roku (trochę już literki wyblakły).

Główną bohaterką zdaje się być lekarka posiadająca prawie już dorosłą córkę. I ta córka szybko wyrasta, w miarę rozwijania się powieści, na równorzędną główną bohaterkę. Autorka skupiła się na relacjach między matką i córką, na tym sławnym "konflikcie pokoleń", na błędach młodości i problemach dorosłości. Dość młoda jeszcze matka jest mocno zaangażowana w wychowanie córki choć równie mocno zaangażowana jest w pracę zawodową. Na własne zainteresowania i przyjemności właściwie już nie pozostaje czasu. Gotowa jest nawet zrezygnować z rodzącego się uczucia żeby być całą tylko dla córki. Ale przy tym wszystkim wychowuje swoje dziecko bardzo racjonalnie i mądrze.

Książka przyjemnie mnie zaskoczyła. Lubę akcję, ciąg szybkich wydarzeń i opisy ograniczone do minimum. Ta książka jest przeciwieństwem tego co lubię, a jednak mnie wciągnęła, urzekła i dała miłą odskocznię. Warto przeczytać.

23:58, przegrzebek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

Bertrice Small to zmarła dokładnie dwa lata temu (24.02.2015) amerykańska pisarka. Pisała głównie romanse historyczne.

Jej oficjalna strona zawiera między innymi pisany przez nią blog (od 2010 roku):

http://www.bertricesmall.net/

"Miłość na pograniczu" jest właśnie romansem historycznym i chyba nie najbardziej znanym choć całkiem niezłym.

Bohaterką jest Ellen MacArthur, bardzo młoda osoba, której jedynym opiekunem jest dziadek. Niestety na piękną i mądrą dziedziczkę czyha wiele niebezpieczeństw i jej życie choć skrupulatnie zaplanowane, toczy się dość niespodziewanie. Pobyt na dworze królewskim, nagła śmierć dziadka to tylko nieliczne zaskakujące wydarzenia w jej krótkim życiu.

Książka jest bogata w różne wątki i zaskakujące zwroty wydarzeń. Jest dobrą bazą do serialu telewizyjnego.

Na koniec fragment z książki - daje do myślenia:

"Król, jak powiadają, jest zakochany w córce lorda Drummonda, Meg. Nie jest tym samym człowiekiem, kiedy jej przy tym nie ma, a kiedy ona z nim jest, wygląda na najszczęśliwszego pod słońcem. Jeśli takie rzeczy wyprawia z ludźmi miłość, to nie jestem pewna, czy chcę, żeby ktoś inny był odpowiedzialny za mój nastrój."

 

20:14, przegrzebek
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lutego 2017

Piękna i bestia - całkiem niezła bajka, dr House - bardzo udana postać. A "Piękna ujarzmia bestię" to połączenie tych dwóch pomysłów.

Książka jest romansem historycznym z miejscem akcji głównie w Walii. Niezwykła piękność, czyli Linnet, z powodu towarzyskiego skandalu musi zrezygnować z bywania w Londyńskim środowisku i szybko znaleźć męża. Krewni bez zwłoki takiego kandydata znajdują i biedna (choć nie do końca) Linnet ląduje w Walii w posiadłości bardzo gburowatego, nieuprzejmego i zgorzkniałego lekarza-hrabiego o imieniu Piers. Podobieństwo do dr House'a jest tak duże, że czytając trudno pozbyć się widoku tej serialowej postaci a dialogi idealnie pasowałyby do scenariusza. Na szczęście  nie przeszkadza to w pozytywnym odbiorze książki a pozostałe wątki i duża dawka namiętności niemal zmuszają do czytania bez przerw.

-

21:42, przegrzebek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016

W polskiej wersji językowej jest to "Bez słów".

Czy miłość może wszystko? Wychodzi na to, ze jeżeli nie wszystko, to bardzo wiele. Jest to historia młodego człowieka, który ma za sobą bardzo tragiczne wydarzenia, przez większość życia wychowywany jest przez wujka o dość specyficznej osobowości. Kiedy do miasta przybywa Bree, życie mężczyzny zaczyna się zmieniać, dziewczyna ma na niego ogromny wpływ. Ale nie tylko Archer zmienia się pod wpływem tej znajomości, również Bree porządkuje swoje emocje. A czy ta zmiana idzie lekko, łatwo i przyjemnie? Tylko czasami.

Książka niewątpliwie wciąga, przypuszczam, ze tłumaczenie też jest na wysokim poziomie. Duża część książki to snuta bez pospiechu opowieść, ale przerywana jest nagłymi zwrotami akcji, czasami dość niespodziewanymi, a chwilami nawet szokującymi. Nie brakuje też scen erotycznych, stanowią ważną cześć książki, choć nie dominują.

Polecam, niewątpliwie polecam.

sobota, 02 lipca 2016

Miała być lekka, łatwa i przyjemna. No i właściwie chyba nie była. To znaczy trudno stwierdzić jednoznacznie. Ma duże fragmenty zaskakujące, wciągające, niebanalne, powodujące refleksję, ale ma też niestety fragmenty tak słodkie, że aż zęby bolą. A szkoda.

Po przeczytaniu trzeba się chwilę zastanowić dlaczego akurat taki tytuł. Ten zimowy tydzień to spotkanie mężczyzny i kobiety w dość niezwykłych okolicznościach. I to miał być ten centralny punkt powieści. Ale dla mnie nie jest. I podejrzewam że dla większości czytelników też nie, bo książka jest tak napisana, że inne wątki są jeszcze bardziej wciągające.

Czy warto sięgnąć? Warto. Po zaopatrzeniu się w jakiś środek odsładzający - warto.


22:44, przegrzebek
Link Dodaj komentarz »

Książka warta przeczytania. Tak po prostu. Oczywiście mogę napisać coś więcej, czemu nie.

Wydarzenie centralne to morderstwo i wokół tego wszystko się dzieje. A dzieje się dużo. W samo śledztwo uwikłanych jest wiele osób, których życiorysy są bardzo bogate a charaktery mocno skomplikowane. I nie da się ukryć, że autorka ma bardzo bogatą wyobraźnię, a w napisanie książki włożyła przeogromną pracę. Mocno się postarała, by zaciekawić, rzucić kilka haczyków do zaczepienia czytelnika myśli by dalej nieśpiesznie wyjaśniać wszystkie wątpliwości.

I uwaga! Książka ma ponad 560 stron, ale spokojnie niektóre można opuścić.

piątek, 10 czerwca 2016

Anthony Burgess jest chyba najbardziej znany jako autor "Mechanicznej pomarańczy", znany jest również pod pseudonimem Joseph Kell.

Bohaterowie książki to młode małżeństwo mieszkające w małej miejscowości w Anglii, zaledwie kilka lat po wojnie. Narratorką jest żona, teoretycznie dość prosta dziewczyna, mąż natomiast obdarzony jest, jak to twierdzi towarzyszka życia, "fotograficzną" pamięcią. I dzięki tej pamięci zaczyna wygrywać teleturnieje. Życie zaczyna się dla bohaterki zmieniać, trudno stwierdzić czy na lepsze, gdy się ma u boku mężczyznę o tak dziwnej osobowości.

Anthony Burgess opisuje bardzo zwykłe rzeczy, nie ma wampirów, morderstw i namiętnego romansu. Ale książka napisana jest w taki sposób, że ma się wrażenie iż czyta się książkę z pierwszej dziesiątki bestsellerów. Główna bohaterka używa prostego języka do opisu swojego życia, ale jej spostrzeżenia i opinie nie są bynajmniej naiwne i oczywiste. Autor wkłada w usta bohaterki niejednokrotnie bardzo trafne spostrzeżenia i bardzo mądre wnioski.

Warto sięgnąć.

Zachciało mi się czegoś romantycznego i udałam się do biblioteki w celu realizacji tej zachcianki. Żeby nie było bardzo ckliwe, wybrałam thriller romantyczny. I co? I nic. Mocno średnie.

Co do treści: kobieta, mężczyzna, samolot i katastrofa w górach - no nie zaskakuje. Trzeba dodać jeszcze śnieg i mróz. Oczywiście bohaterowie radzą sobie całkiem nieźle mimo, że jedno z nich zaraz po katastrofie jest niemal umierające. Mało realne? Dla mnie to największa wada tej książki.

Strona romantyczna do zaakceptowania (choć czasami z pewnym oporem), ale żeby od razu  nazywać tę pozycję thrillerem, to już gruba przesada. Ja nie znalazłam w niej żadnego napięcia i tajemniczości (no może kapeńkę na początku).

Podsumowując: nie sięgnę już po tę autorkę, chyba, że zapomnę jak się nazywa a jest to całkiem możliwe.

 

niedziela, 07 lutego 2016

Inger Brattström to szwedzka pisarka o bardzo dużym dorobku, ale nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy przetłumaczono na język polski inne książki tej autorki.

"Mamy boksera" to bardzo dobra książka dla dzieci, zarówno tych już samodzielnie czytających, jak i tych, które niecierpliwie czekają na wspólne czytanie. Sam tytuł już właściwie mówi wszystko: jest to książka opisująca poczynania i przygody boksera o imieniu Kosmos. Napisana jest językiem idealnym dla dzieci (o psie opowiada chłopiec), chociaż mój wielki gimnazjalista też słuchał z zainteresowaniem.

Polecam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5